Rocznica śmierci Ojca Świętego
Dziś kolejna rocznica odejścia jana Pawła II do domu ojca. Pamiętam ten dzień doskonale. Byłem wówczas w Warszawie i mieliśmy z kolegą zamiar przejść się na Zamek Królewski. W drodze z Nowego Światu napotkaliśmy na tłum ludzi zgromadzony na ulicy pod kościołem św. Anny. W związku z tym cała aleja zablokowana była dla ruchu pojazdów. Oczywiście widzieliśmy czemu ci wszyscy ludzie zgromadzili się tam i mieli twarze pełne skupienia, a nierzadko i łez. Poprzedniej nocy siedziałem do późna przy telewizorze i śledziłem, co działo się w Wiecznym Mieście. Dlatego też, pomyślałem, że tłum jest, bo paież już oszedł. Ale on nadal walczył, nadal umierał. Żałuję, że nie zostałem z nimi przez noc, tam na ulicy. Ale ludzkie zmęczenie po dniu pełnym zajęc wzięło górę i wróciliśmy do akademika. Kładliśmy się do snu, gdy dostałem smsa od koleżanki, że papież nie zyje. Była 21.50. Jak się chwile później dowiedziałem, Jan Paweł odszedł zaledwie kilka minut wcześniej.
W drodze powrotnej słuchaliśmy radia. To było niesamowite – komercyjne radio Zet mówiące o Bogu i o religii. Zazwyczaj religia pojawiała się tam tylko w newsach typu – ksiądz podejrzany o defraudację tacy itp. Tym razem, spikerka miała wzruszony głos, dzwonili ludzie i z płaczem opowiadali o wierze i o ich osobistym doświadczaniu papieża. To było, jakby na jeden dzień świat przystanął i zapomniał o sobie. Jakby ziemia przstała się kręcić. Nic nie było ważniejsze – liczył się tylko Bóg i jego wierny pasterz, który właśnie do Niego powrócił.
A może i Wy – czytelnicy bloga macie swoje osobiste wspomnienia związane z tym dniem? Gdzie zastała was ta ważna wiadomość? Jak się czuliście? Co myśleliście? Jak przeżywaliście śmierć Tego, który był wtedy jedynym papieżem jakiego znaliśmy.
2 kwietnia, 2008 @ 19:28
hmm ja dokładnie pamiętam ten dzień, ale to jest takie moje osobiste 🙁
2 kwietnia, 2008 @ 19:41
okay
3 kwietnia, 2008 @ 09:17
Pmiętam dobrze tamten dzień. Cale popoludnie siedzialam z rodzicamni przed telewizorem i śledzilam zreszta tak jak chyba wtedy kazdy przebieg wydarzeń. Kiedy n adeszla godzina 21.37 mialyśmy z mamą lzy w oczach. Już dlużej nie oglądalam telewizji. Poszlam do pokoju i zapalilam świeczkę, postawilam ją w oknie, to samo zropbilo pewnie tysiące ludzi na calym świecie. Ale nic innego nie przychodzilo mi do glowy. Zostalo mi jeszcze jedno. Tylko tyle i az tyle: modlitwa. Więc modlilam się za Tego który na modlitwie spędzil cale życie i Który modlitwą zdzialal więcej niż inni czynami. Dlugo nie moglam zasnąć, wszystko bylo takie normalne, jak zawsze. I tylko świeca w oknie przypomionala że już nie będzie jak zawsze, że odszedl Ktoś Wielki… Angelika
3 kwietnia, 2008 @ 15:47
Piekna relacja
3 kwietnia, 2008 @ 14:10
ajjj ten dzien pamietam dobrze, czasem sie dziwie ze az tak dobrze. Wierzylam wtedy ze przezyje, aczkolwiek mialam duza wiare w to no ale coz byl wielkim czlowiekiem i dalej jest;). Akademik? hmmmm to pan chyba wieczny student 😉
3 kwietnia, 2008 @ 15:48
Juz nie student!
3 kwietnia, 2008 @ 16:13
oooo juz lepiej mm:)) a co do studenta- to raczej chodzilo mi o zycie takiego czlowieka nie do konca mialam na mysli studia 😉
3 kwietnia, 2008 @ 16:15
Lepiej z czym?
3 kwietnia, 2008 @ 17:50
Tło 🙂
3 kwietnia, 2008 @ 17:55
To juz kolejna rocznica:(ale ten czas szybko mija…
3 kwietnia, 2008 @ 18:03
Uplywa szybko zycie, jak potok mija czas… Za rok za dzien za chwile razem nie bedzie nas…
3 kwietnia, 2008 @ 19:21
Nie mogę sobie wybaczyć, że nie nie było mnie o 21:37 przed TV. Nie wierzyłam, że może umrzeć, więc poszłam wcześniej do pokoju. Dopiero rano mama powiedziała mi że papież umarł kilka minut po tym jak poszłam do siebie. Najpierw byłam w szoku, ale potem nieźle spociły mi się oczy (;)). PS. Te motylki są już lepsze 😀
3 kwietnia, 2008 @ 19:28
Wielu ludziom pocily sie wtedy oczy…
4 kwietnia, 2008 @ 21:01
Prawda jest taka że każdy kiedyś będzie musial odejść z tego świata. Nikt nie jest wieczny. A przecież to nasze umieranie to tak naprawdę przejście do lepszego świata.I chociaż wszyscy się tego boimy, kiedyś będziemy musieli stawić czolo śmierci sam na sam być moze w zapomnieniu. Smutne ale prawdziwe. Przemijanie…
4 kwietnia, 2008 @ 21:08
Prawda. Ale sam proces umierania jest taki bolesny zazwyczaj i sztuka jest umiec znalezc w tym cierpieniu iniepewnosci tego co potamtej stronie godnosc i zaufanie. Starozytni nazywali to ars moriendi.
5 kwietnia, 2008 @ 20:39
No cóż nie ma ludzi wiecznych. Dlatego trzeba żyć wedlug zasady carpe diem i jak najlepiej wykorzystac swoje 5minut na tym świecie i żyć tak żeby niczego nie żalować.
5 kwietnia, 2008 @ 20:52
Albo tez zyc tak, zeby nie wstydzic sie za siebie w chwili smierci.
6 kwietnia, 2008 @ 18:25
Tylko ze to wcale nie jest proste. Chyba każdy zrobil w swoim życiu coś czego się wstydzi…
6 kwietnia, 2008 @ 19:54
Napewno, ale moze warto zaczac to ograniczac…
7 kwietnia, 2008 @ 17:11
Warto ale zeby sie zmienic trzeba miec silna wole i cierpliwosc a nie kjazdy je ma
7 kwietnia, 2008 @ 18:37
True
4 kwietnia, 2008 @ 17:13
NO nie znowu motylki…..
4 kwietnia, 2008 @ 21:15
Motylki to moj pomysl xD zazalenia do mnie ;)A co do umierania mi sie nie spiszy:P Ja sie zamroze i poczekam az wymysla lek na niesmiertelnosc o ! Swietny pomysl haha
9 kwietnia, 2008 @ 16:54
Te motyle są głupie!! To wygląda jak blog 5- latka a nie poważnej instytucjii jaką jest szkoła. Z niecierpliwieniem czekam na zmainy tej szaty graficznej,
9 kwietnia, 2008 @ 17:46
Sztat graficzna bloga odzwierciedla stan umyslu grupy dominujacej liczebnie w szkole.
10 kwietnia, 2008 @ 16:11
Ha ha ha ha!!! Ale się uśmiałam…
10 kwietnia, 2008 @ 16:17
na zdrowie